sciubis
sciubis.blog.interia.pl
<< Luty 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829
Księga gości
 
O mnie
sciubis
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
647
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
9
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
3
Skontaktuj się
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
Notki
2011-03-21 :)
ju huuuu.. je bejbee..... jestem w sosnowcu. zaraz bede w katowicach.. piecze mnie.. mam dziwnego pryszcza
2010-05-28 cvbn
Nie rozumiem jak to jest, że dałem tyle już pieniędzy w to gówno, najpierw ręce jednego, potem drugiego i trzeciego, a na końcu czwartego - który nie powinien wogóle brać, bo on załatwia formalność, ale tak sie zbestwiły te egzaminatory, że mają myślenie, takie jak by choćby w sądzie południowym z wydziałem karnym, bo to tam rzeczywiście rządzą życiem, aly wy, śmieszne chuje w za dużych okularkach, dlaczego mi to robicie. Gdzie tu sens tego jeżeli tyleście zjedli ode mnie, a ja dalej nie moge ,, coo??? chujeee 
2010-04-10 10:00 10.04.2010
Prezydent Lech Kaczyński ginie w katastrofie lotniczej :(:(:(:(
2010-04-09 Historia nałogu
Zostajesz uspokojony sumieniem? Bo ja często nie jestem. Nawet wtedy gdy coś spada mi na głowe z impętem rakiety, która rozsadza mi umysł na cząsteczki pierwsze. CZasem jest tak, że nie wiem o której mam sie ubrać, aaale - dzisiaj wiedziałem. Wiedziałem od samego początku, jak tylko oczy ujrzały widok. Czym to spowodowane było? I dlaczego nie jest tak zawsze? 
Szaraki czasem mówią że "wstają lewą nogą", ale jest to spowodowane tylko tym że łóżko jest po prawej ścianie, nic więcej. Noga nie ma tu nic wspólnego. Związek tego jak się czujemy, po tym jak się przebudzimy i uświadamiamy sobie pomału, że zaczyna sie kolejny dzień naszego życia, jest w tym jak go ukończyliśmy. A jak zazwyczaj kończy sie nasz dzień? Noo, może nie pytać lepiej, nie? Bo są i tacy co boją się snu, ale dlaczego? Nie chcą kolejnego dnia w swoim życiu? A może to jest takie odczucie, które jest w nas dzięki świadomości, które mówi nam głęboko i bez słów, że z kazdą chwilą zbliża się nasza śmierć? No i czymże w myśleniu śmierci jest sen i kolejny dzień po nim? 
Wstając z łoża naszego, każdego kolejnego dnia, myslimy, każdy myśli. Nawet pijak, który za dużo nie ma do myślenia, też myśli - o tym jak dzisiaj zdobyć grosz na wódke, o tym w jakim kierunku się dzisiaj udać zeby minął czas, o tym z kim dzisjaj wypije, ponieważ jeden jest dobry a drugi może być zły. Wiele myśli jest w umyśle alkoholika, tak wiele że nie pamięta on o tym że życie ulatnia się mu z każdą wypitą kroplą, która przeplywa mu przez gardło sącząc tym samym krew jego i trując serce, które jest mu potrzebne po to, żeby mógł kochać. Trójąc je, niestety zapomina o tym co to jest kochać bliskich, rodzinę i samego siebie. Kontrolę nad jego sercem i umysłem przejmuję substytut, zwykły środek który ma takie a nie inne właściwości. Zabiera on człowiekowi cały dar który dostajemy od Boga, dar bliskości do drugiego człowieka. Coś co można nazwac Cudem Bożym, które jest w nas od samego początku istnienia. 
Człowiek pijący, który wstaje każdego ranka, myśląc, nie pamięta już o tym kim nawet jest. Posiadając rodzinę składającą się z żony która go kocha i dwóch córek, które jeszcze są zbyt małe żeby rozumieć cierpienie ojca, alkoholik wypiera swoje uczucia do nich gdzieś głęboko, poza swoje serce, które walczy z substancją. Stara się on być swoją rolą poprawną do swojego życia, czyli ojcem i mężem. Nie udaję się to niestety. Są momenty że jest czysty, schludny, ogolony. Jest to moment dnia lub tygodnia, gdzie córki widzą w nim tatę, żona widzi ze skrzywieniem oka niestety jakoby że jest to osoba dorosła - prawdziwego kochającego męża. Są to jednakże tylko momenty, chwile w ich życiu, które mają swój kres i kończąc się, zaczynają zmieniać się w chwile smutku. Zanika tata, zanika mąż. Powstaje istota, która ciągle ima się ze swoją egzystencją, nie rozumiejąc swoich czynów. 
 Chwile jakie daje człowiek ten swojej rodzinie sprawiają rozchwianie emocjonalne tych ludzi. Rodzi się w nich ze smutku cos więcej, być może rozpacz, regresja lub tęsknota za czymś co nie jest istotne. Daje im w prezencie ciągłą niepewność. W ich umysłach ciągle rodzi się nadzieja - być może tatuś się zmieni...
Nadzieja tego typu nigdy nie nadejdzie, jeżeli człowiek ten nie uzyska wsparcia ani żadnej pomocy. Bez tego alkoholik zatapia się w swej chorobie, nie widząc świata, poza swoją egocentryczną naturą.
Przewlekle chora osoba, opisując w skrócie, dąży do samounicestwienia się z tego świata. Jako pijak jestem przynależny do połowy ludności w miejscowości w której żyję. Piję sobie i nikt z bliskich mi osób, z którymi mieszkam i którzy są wokół mnie nie zdają sobie sprawy z cierpienia jakie przeżywam. Nikt nie jest w stanie mi pomóc, ponieważ moja choroba napawa mnie takim wstydem przed światem, że sam o pomoc się nie zwrócę nigdy. Czas przelatuje mi między rękoma jak wiatr, ulatniając każdy dzień za dniem. Nikt nie widzi mojego cierpienia, nawet kościół, który zajęty jest renowacją świątyni, a proboszcz i księża, jeżdżą na drogie pielgrzymki do ciepłych krajów europy. Ja powoli staczam się, miesiąc za miesiącem. Piję gdy idę spać, żeby zapomnieć o snach, które są dla mnie udręką i codziennym koszmarem, piję rano, by zapomnieć o problemach które mnie czekają. Kiedy nie piję szukam osób z którymi mogę pić. Mijąją lata, bliscy mają mnie za pijaka, ot takiego sobie pijaka, który jak chce to nie pije. 
Niestety czas ubiega, a w moim jedynym i jakże cennym ciele, zaczynają się dziac rzeczy destruktywne. umiera moje ciało , powoli, ale umiera. Staczają się na dno wszystkie moje organy, dzięki którym mogę sie uśmiechac, oddychać, biegać. Dopiero wtedy bliscy mi ludzie widzą problem. kiedy widzą na własne oczy, że umieram. Wysyłają mnie wtedy na oddział dla obłąkanych, gdzie lekarze dają mi stertę środków oczyszczających, które dają ukojenie w bólu fizycznym. Wysysają ze mnie alkohol, z myślą że zrozumiem swoje błędy i przestane pić. Po kilku dniach wychodzę oczyszczony i zdrowy w mniemaniu ludzi. 
 Wtedy znów nadchodzi noc, a wraz z nią koszmary, które rujnują moją psychikę nadal, bezustannie. Wtedy zaczyna się koło od nowa, które znów kończy się wizytą w szpitalu. Trwa to lata, aż w końcu jeden z organów nie wytrzymuje i kończy współpracę z resztą mojej cielesności i umiera. Wraz z nim umieram JA - jako osoba, jako organizm, jako ktoś kto był i zostanie w pamięci ludzi, ale już nie wróci i nie da siebie innym wyzwalając w nich uśmiech, radość i smutek. Zabiera mnie śmierć o której tak wiele razy myślałem, spotykając ją na końcu swojej drogi na tym ziemskim życiu.
2010-03-30 Pismo do Wiceministra wszystkich Ministrów
Szanowny Panie Wiceministrze
 W ostatnich dniach mówi się dużo o potężnej wygranej jaka nastąpiła w losowaniu Totalizatora sportowego (Duży Lotek), o wysokości 40 mln dolarów. Niestety wygrana ta zostanie podzielona tylko dla jednej osoby, a tą właśnie osobą jestem ja. Wszystko by było ok., i nie pisał bym tego listu do Pana Szanownego jak nic w tym wszechświecie, gdyby nie to że nie chcę tych pieniędzy. Od narodzin byłem wychowywany przez siostry zakonne z klasztoru Benedictos w pewnej małej polskiej miejscowości. Siostry zdołały mnie w takim stopniu wykształcić, że nie mam żadnej w zupełności, potrzeby posiadania pieniądza, za co będę im dozgonnie wdzięczny ponieważ wiem w jaki sposób ten zwykły papierek (a w dobie globalizacji komputerowy bit) potrafi być zgubny dla człowieka i jego otoczenia, zwłaszcza w naszym kraju. Kierując się silną postawą jaką mi wpojono, część tej wygranej (10 mln $) przeznaczyłem na… sam nie wiem co… Natomiast resztę chciałbym przeznaczyć na wybudowanie szkoły, a raczej kilku szkół podstawowych jakie tlą się w mojej głowie. I właśnie celem tego listu jest zwrócenie się z prośbą o pomoc w realizacji tego planu, gdyż sam nie zdołam temu podołać, a wiem że Pan Wiceminister jest w uniwersum najlepszą istotą do tego stworzoną. Przedstawię zatem krótki projekt tego co powinno się znajdować w tychże szkołach, oraz to co powinno się na nie składać.

Budynki tych szkół powinny być zaprojektowane przez ludzi z dziecięcą wyobraźnią, gdyż te które oglądam w moich miejscowościach przypominają w większości zakłady karne. Są strasznie prostolinijne, szare, z odpadającą farbą, na ścianach których widnieją strasznie monotonne rzędy strasznych okien w których nie rzadko widzimy kraty, co dodatkowo przeraża. Budynki więc, muszą być wybudowane z finezją, głęboką wyobraźnią, w zupełnie nowoczesny sposób. Na ścianach mile widziane są kolorowe dzieła sztuki, i nie mam na myśli tutaj graffiti tylko piękne obrazy, tj. pejzaże, które w silny sposób potrafiły by przyciągnąć młodą dusze ( jak i rodziców – co jest ogromnie ważne) do tego miejsca. Będąc przy budowaniu, to ogrodzenie tej szkoły nie może być metalowe, chcę żeby to były zwykłe drewniane sztachetki pomalowane we wszystkie dostępne kolory. W obrębie budynku będą przynajmniej dwa dużych rozmiarów boiska na których będzie specjalna sztuczna murawa która w pełni pozwoli rozwijać zdolności ruchowe w przeciwieństwie do asfaltu czy betonu, które tylko krępują i sieją uszkodzenia cielesne. Obok nich będzie ogromny plac który będzie wyposażony w przybliżeniu do ogrodów czy leśnych polanek. Zasadzona na nim będzie trawa, wiele gatunków pięknych kwiatów i drzew. Miedzy nimi oczywiście będą utworzone alejki służące do spacerów. Miejsce to będzie imitacją prawdziwej przyrody w której dzieci podczas przerw będą mogły spędzać czas. Przy boisku chciałbym aby był zbudowany skate-park, na którym dzieci mogły by rozwijać swoje zdolności w jeździe na deskorolce czy łyżworolkach. Chciałbym napomnieć tez kilka kwestii związanych z wyposażeniem szkoły. A więc jeżeli chodzi o sport, wyposażenie powinno być „full” do większości najważniejszych dyscyplin sportowych. Budynek powinien być wyposażony w pracownie specjalistyczne które pomogą rozwijać się przyszłym, młodym talentom. Chodzi mi m.in. o profesjonalną pracownie - muzyczną, czy plastyczną. Szkoła od środka, powinna rzecz jasna, także wyglądać przyjaźnie. Dobre oświetlenie, na ścianach żywe barwy i nie tylko dyplomy i regulaminy, ale dużo plakatów i rysunków ze znanymi postaciami sportu, filmu, kreskówek czy gier komputerowych. W szkole może być tzw. sklepik, ale prowadzony tylko przez szlachetnego przedsiębiorcę który będzie miał w sprzedaży prozdrowotne intencje i nie będzie dzieci faszerował trucizną, tylko będzie prawdziwym promotorem zdrowia, reklamującym zdrowe produkty i tylko takie posiadał w sprzedaży. Budynek szkolny będzie też wyposażony w salę kinową z prawdziwego zdarzenia, gdzie raz na jakiś czas będą organizowane integracyjnie z udziałem rodziców darmowe seanse filmowe, teatralne czy koncerty. Kadra nauczycielska musi zawierać przynajmniej kilku nauczycieli którzy mają studia filozoficzne i którzy do filozofii podchodzą z sercem. Chodzi mi tu dokładnie o chrześcijaństwo z prawdziwego zdarzenia. Nie chcę najmować księży, ale ludzi świeckich którzy mają bogatą katolicką wyobraźnie o świecie, Bogu i życiu człowieka, co pozwoli na wykształcenie w dzieciach wiedzę o tym co to jest miłość i jak według niej żyć; co jest dobre a co złe; czym jest nasza cielesność, duchowość, psychika; wiedzę o tym, co to jest prawdziwa odpowiedzialność. Wstęp wzbroniony mają nauczyciele którzy mają podejście tradycjonalistyczne, siejący w szkołach terror, strach i rozpacz. Mają to być ludzie pogodni, pewni siebie, promieniujący prawdziwie ludzką dobrocią. W szkole zostanie wprowadzony i dostosowany do możliwości dydaktycznych program rozwijający w dzieciach inteligencję emocjonalną. Poza lekcjami będą się też odbywać specjalne zajęcia kształtujące te umiejętności u rodziców. Mam nadzieję że z aktywizacją tegoż programu nie będzie problemów, ponieważ jest to dla mnie bardzo ważne. Kasa jest, więc proszę Pana Wiceministra o postaranie się w tej kwestii.
Resztę projektu i jego szczegółowe omówienie chciałbym z Szanownym nie tylko przeze mnie Panem Wiceministrem na osobności. Proszę o szczególnie szybką odpowiedź.

Pozdrawiam, Szanuje, Całuje, Wielbie… Amen
 
2010-03-30 KOZA
W tamtym, ubiegłym, dawnym wieku, kiedy jeszcze nie było małych dzieci, rozwineła mi sie mała wyobraźnia, dzięki której mogę teraz patrzeć. Do czego mi to potrzebne? Wtedy jeszcze nie miałem żadnego z tych które teraz mam, nadziei i pokórwionych gnoi, co tylko popierdlalają i wkurwiają, bo jak chuja widzisz to Ci łeb rwie  jak tylko popierdoleniec ci  na oczy wchodzi. takim skurwysynom to nie warto nawet chuja złamanego dać, bo jak gnój jebany weźmie kawałek to nie bedzie wołał o gówno tylko  o papu. i co nie dasz mu? nawet jak by to było gówno, to w jakiej wtedy postaci można mu to dać? bo na pewno nie w ciekłej czyli takiej co w miłości nie przebiera swoim gównem, na które patrzeć nie może gnoj zjebany jeden. i to wszystko co pisze o gnoju jest tylko wyzwoleniem się z tego jakze popierdolonego w skali roku gówna jakie mamy wszyscy a moze i nie wszyscy, ale większosc to ma i nie wie o tym? kuurwa wie ale nie chcą chuje mówić , bo wstydzą się ? wiem wiem , wstydzą się gnojasy . to zwykłe chuje co tylko łażą i pierdzą bo nic innego do roboty ne mają . a nawet gdyby mieli to co im to da? bo mi sie wydaje ze wielkiego chuja . jak mozna chujowi narobić przyjemnego w takim jeszcze stopniu ze taki pedał nie wie co dostał i pośle po ciebie trzeciego chuja co zjada nawet własne gówna? no właśnie bluźnie tu nie?? przeklinam. straszne rzeczy, jakies nieprzyjemne, brzydkie , bo tak wydaje mi sie  mózg, który nie potrafi oodzielic dzisiaj jednej mysli od drugiej, tak żeby jedna była niezależna od drugiej, po to właśnie żeby myśleć o tym gównie nie patrzeć na nie tylko widzieć w nim czekolade, ale taką roztopioną w nicości samego gówna, które nigdy nie będzie samo, bo zawsze ktoś je bedzie piescił , nawet w taki sposób że posrany koles jeden z drugim wjadą ci na głowe swoją zjebaną dupą i tak ci pojadą tym smarem w postaci zwykłego kału, ze sam bedziesz srał pod siebie  jak ta stara koza co pierdolneła koło woza.
2010-03-18 Urodzisz mnie?
Chciała tylko jednego - żeby bóle ustały; chciała możliwie jak najprędzej mieć to obrzydlistwo za sobą. Był to jej piąty poród. Wszystkie poprzednie odbyła tutaj, przy straganie; za każdym razem płód był martwy albo na wpół martwy, krwawy strzępek mięsa, który wydobywał się z jej łona, nie różnił się wiele od leżących dookoła rybich wnętrzności i nie wykazywał też więcej życia, wieczorem zaś wszystko razem zgarniano łopatami i wywożono na cmentarz albo spuszczano do rzeki [więc także tym razem] kiedy zaczęły się bóle parte, przykucnęła za blatem do odprawiania ryb i tam, podobnie jak cztery razy przedtem, urodziła i nożem do ryb odcieła pępowine.

(źródło: P. Suskind, Pachnidło. Historia pewnego mordercy, tłum. M. Łukasiewicz, Warszawa 2005, s.189.)
2010-03-17 Party
Unapi`na z Kogu wybrał sobie ciało młodej kobiety Pazuna, a że była atrakcyjna, kucnął między nogami i przyciągając je do ud zaczął kopulować, tnąc w tym czasie zwłoki. Aria, kobieta z Kogu podeszła ze słowami: "-Tracisz czas, tylko udajesz, że kroisz, a cały czas spółkujesz!", ale on po ejakulacji zaczął od nowa, odcinając jednocześnie piersi, Teraz Aria zdenerwowała się i zabrała się sama z bambusowym nożem do pracy nad zwłokami. Zaczęła ciąć brzuch, ale Unapi`na był tak zajęty kopulacją, że nie zauważył, jak blisko jest nóż, a Aria z kolei była nieostrożna. Cieła dalej i dalej, odcinając mięso, a że penis Unapi`na był był w waginie, odcieła mu prawie całego. Unapi`na upadł krzycząc, a krew lała mu się z resztek członka. Aria zrzuciła nań winę za to, co się stało: "-Siedzisz tu kopulując, zamiast ciąć ją jak należy. Kobieta jest martwa, gotowa żeby ją pokroić na jedzenie, mówiłam do ciebie, a ty kopulowałeś nadal, więc odciełam ci penisa!". Unapi`na odpowiedział: "-Patrzyłem na tę kobietę, to była dobra kobieta. Spodobała mi się jej wagina, dlatego kopulowałem, a ty odciełaś mi penisa. Co ja teraz zrobię?". Aria odcieła koniuszek, wsadziła odciętego penisa do ust, zjadła i kroiła dalej. Unapin`ę odprowadzono do domu, gdzie odpoczywał. Rozpalono paleniska i wśród tańców i śpiewów gotowano miejsce. Unapi`na dostał do jedzenia kawałek mięsa z waginą.

(żródło: R.M. Berndt, Excess and Restraint, Chicago-London, 1962.)
 
2010-03-09
Mijają złote lata, oj mijają...  a to co nam zostaje, odchodzi w noc.
Poznaj jednego z wielu, noc odejdzie szybciej, zostawiając tylko to co nie zostało potwierdzone przez okresowy przegląd Seata.
Na końcu każdej bajki zawsze jest jakiś koniec. Czasem dobry, czasem nie, ale zazwyczaj szczęśliwy. Kiedy ktoś płacze, nie warto się smucić. Noc została by wtedy na dłużej, a nie jest to wskazane przez serwis. Wszystko co zawdzięczamy naszym rodakom, to tylko to że zakręcają rury. Poszła informacja w las , a obok ulicy leją na nas. Pozostaje tylko ucieczka, która będzie pomocna w dalszym etapie kształcenia ustawicznego, które choć stara się być dokładne, to suma pieniędzy które są tam naczelną wartością, fruwa po niebie i rumieni się swoją zieloną powłoką.

CZy warto być polakiem?

2010-03-01 smutek i rozpacz
wkurwia mnie kaszel i rozpierdala od środka, gdzieś tam w jądrze, katar, który jebie mi po nosie całe oddychanie.. 
2010-02-27 Justyna i Justyna
Poszła Dunia w pomidory , wyskoczyły dwa bandziory... Wystawiają rewolwery mowie ze to nie rowery, dziwne to zycie chyba lepi bedzie w madrycie?coz pomysle czy by nie wyskoczyc gdzies na grzyby, lubie pieczarkii potem je kroje w talarki smaze na margarynie az smrod minie,soli troche dodaje i faja wszystkim staje
2010-02-26 Justa
Od chwili, kiedy widzę natchniony obraz, lewitujący nad moją głową, to wszystko co jest związane z poetyckim obrazem widma nadzieji, pozostaje w jednym tylko układzie. Układzie, który w jednej tylko chwili jest potrzebny do odkrycia rozkoszy dnia jaką daje nam chwila, w której dobro pozostało na cyklu, który odnosimy do nas samych.
2010-02-24
[Weź] spójrz na to niebo,
Zobacz jakie ono jest piękne
I powiedz że Boga nie ma.
Odwróć się, spójrz na chmury
I zobacz głębię doskonałą.
Potem usiądź i pomyśl,
Zauważysz coś nowego

17,75 zł – suma za dostanie pozwolenia na przejazd w kierunku uczelni. Podróż trwa 3,5 godziny – dłużej niż zwykle. Zaserwowano mi plastikowe siedzenia, którymi jeździ się na posterunek. Wejście do maszyny nasycone było zapachem, który wyciskał się wprost z zaniedbanego wucetu. Po lekkim omdleniu na wejściu, gdy wysłałem SMSa, usiadłem. Miejsca mają kolor czerwony, a ich profil zniekształca pasażerom kręgosłupy, Są to narzędzia poprzedniego systemu, który w każdym calu rozkształcał człowieka. Śmiercionośe jest też ogrzewanie – moc ognia pod moim kreacyjnym narzędziem jest spora – trzy godziny jazdy na rozgrzanym piecu.
Chcę czytać, ale jak? Siedzenie jest tak gorące.
Żałuje że nie usiadłem w środku, gdzie ja mam oczy? Jest tam kobietka, która od początku rozmawia przez telefon. Nie przeszkadzało by mi to. Mógłbym się jej przyglądać, bo ma rzadką urodę. Tamto miejsce jest bez pieca pod dupą, było by fajnie.

Rozkład miejsc:
1. Dziewczyna w okularach – średniej urody, śpi ze swoją zieloną reklamówką.
2. Kobieta – starsza – o kształcie beczki z mrowiskiem na głowie, ćwiczy krzyżówkę i je bułkę z wędliną.
3. Kobieta – starsza – o wyrazie twarzy urażonej życiem – próbuje zmodyfikować jabłko.
4. Facet w okularach – średniego wieku – w coś patrzy.
5. Dwóch panów po pięćdziesiątce – piją sobie piwko sławnej marki z potężnym zwierzęciem na etykiecie.
6. Kobieta – widzę tylko tył głowy, typ starego zarozumialca, kłóciła się z konduktorem.
7. Kobieta – młoda – o wdzięcznej urodzie, skończyła rozmawiać, przygląda się bacznie wszystkim.
8. Dziewczyna z rudymi włosami – siedzi przede mną i zasypia.

Za wszystkimi siedzę ja i piszę – tak wygląda wagon nr 2 linii PKP Przewozy Regionalne, trasa Katowice-Kielce.
 
2010-02-24 NOC

Co się może w noc wydarzyć, gdy jestem już po likwidacji wszystkiego co rozumiem i powinienem rozumieć? Zasada mówi nam że tylko to, co pozwoli mówić i rozmawiać powinno być uśpione, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Większość ludzi, którzy nie pamiętają dnia swoich narodzin, to istoty o bardzo wszelako nieprawidłowym toku uzasadnienia swojej możliwości trwania linii, która przez niektórych nazywana jest jako życie. Niby prosta do odgadnięcia metafora rozkoszy jaką daje nam życie, ale jednak. Bo dla przykładu mogę podać czerwone linie, które za każdym prawie razem, kiedy wpisuję wyraz, pojawiają się podkreślając go tak, jak gdyby było to coś co nie pasuje do tego procesu zamyślnego, który jest tłoczony w mojej głowie. Więc gdzie jest sens? Czy długo trzeba się zastanawiać aby odnaleźć go w sensie otoczenia, które i tak w każdym przypadku powie Ci, żebyś zrobił to, co jest w istocie prawa niezwykle złe dla Ciebie?

To o czym teraz w ogóle mowa, nie dotyczy się każdego człowieka z osobna, tylko jest odpowiednie dla każdej istoty, która ma w sobie chęć myślenia i dla nich też odpowiedź na każdy aspekt ludzkiego życia powinien być odsłaniany. Aspektem takim nie będzie na pewno los każdego złodzieja, który w ramach swoich potrzeb i w rozumieniu dla niego, dobrego wychowania, będzie zabierał Tobie i innym to czego Ty potrzebujesz a on jeszcze bardziej. W tym jest pewna zagadka której nikt do tej pory nie odszyfrował. Wielu próbuje, ale są to próby które pozwalają na utworzenie sztywnego rodzaju teorii, która jest w zamyśle młodego studenta czymś istotnym, czymś co pozwoli mu odgadnąć to, co jest aspektem trwania w czerwonej linii.

Kiedy złodziej robi to, na co mu pozwolono, w rękach jego spoczywa prawdziwy chleb, ale czy można go nazwać prawdziwym? Wy go nazwiecie kradzionym. Książka mówi mi o tym że chleb w jego rękach jest kradziony. Został odebrany, zawłaszczony, co grozi istocie tej niestosowne zachowanie względem niej, od innych, którym chleb ten mógł dać uciechę. Stosunek, jaki daje nam uciecha z chleba, który jest w naszej władzy, jest odpowiedni do tego, co myślimy o innych jednostkach ludzkich, które są, ale jakby niewidoczne. Bo gdy przechodzę ulicą Siedmiogrodu w którym spędzam tę noc, jest to ubolewające. Ale co, pytasz Panie? To jak Ty sam leżysz i płaczesz z bólu jaki Ci przynosi życie i z jakim bólem daje Ci przyszłość, którą tak bardzo nienawidzisz. Widzisz siebie jak wyciągasz ręke, sam do siebie. Ręke która mówi Ci o tym, że rodzimy się po to żeby odnaleźć swoją własną miłość. Pytasz - dlaczego? Tylko ona może Ci dać chleb, którego tak bardzo pragniesz. Tylko zapytaj sam siebie - w jaki sposób chcesz ją odbierać, skoro sam jej nie możesz dać?
 
Zobacz serwisy INTERIA.PL